Zapraszam i życzę (nie) miłego czytania. Kontakt - lucyferka666@op.pl
czwartek, 28 marca 2013
Wino
Kilka lat temu, pewna rodzina wprowadziła się do starego,
wiktoriańskiego domostwa, które kupiła po zniżkowej cenie. Już
pierwszego dnia ochoczo zabrali się do rozpakowywania dopiero co
przywiezionych mebli i sprzętów, które zabrali z poprzedniego
mieszkania. Ponieważ nie zdążyli uporać się z tym przed zmrokiem,
postanowili nie rozpakowane jeszcze rzeczy schować do piwnicy. Podczas
znoszenia pakunków zauważyli, że w rogu pomieszczenia znajduje się
skrzętnie ustawiony rząd drewnianych, solidnych beczek na wino.
„Doskonale! - ucieszyła się żona - Będziemy mogli je przeciąć na pół i
posadzić w nich drzewka brzoskwiniowe!”. Mąż również ochoczo przystał na
tę propozycję, toteż już następnego dnia zabrali się do pracy. Nie była
ona wcale lekka, gdyż solidnie wykonane beczki nie dały się łatwo
rozpołowić. Pracował w pocie czoła, aż doszedł do ostatniej. „Hej! Ona
jest pełna!- zawołał do małżonki- będziemy mieli co sączyć przy
kominku!”. Problem w tym, jak otworzyć taką beczkę bez uszkodzenia jej i
wylania zawartości? „Chodźmy do baru, tam na pewno nam doradzą”
zasugerowała żona i tak też zrobili. W barze otrzymali specjalny sprzęt -
należało jedynie zrobić mały otwór w beczce i zamontować odpowiednie
kureczek do nalewania. Gdy przewiercali beczkę doszedł ich upojny zapach
starego wina. Szybko zamontowali sprzęt, skosztowali trunku, po czym
zgodnie stwierdzili, że jest on wyborny. Delektowali się nim przez całą
zimę, aż w końcu kurek całkowicie się osuszył. Para była mocna
zdziwiona, że wino skończyło się tak szybko - mieli wszak całą beczkę!
Zrozumieli to dopiero, gdy rozcięli beczkę na pół, znajdując w niej
dobrze zakonserwowane, pocięte w kawałki zwłoki mężczyzny, które
wypełniały większą część antału...