poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Twarz kosmity

Hania jak zawsze rano jadła śniadanie przed szkołą. Mama właśnie robiła jej kanapki, a tata czekał na nią w samochodzie. Po zjedzonym śniadaniu i ucałowaniu mamy na do widzenia, była już w drodze do szkoły. Tata wysadził ją i spokojnie odjechał. Na szkolnym placu było jakoś dziwnie pusto, Hani nie spodobało się to, ale weszła w wielkie szkolne mury.  Na korytarzach szkolnych również nie było żadnych dzieci ani nauczycieli. Hania weszła do swojej klasy w której właśnie miała mieć lekcje i spokojnie czekała.  Dzwonek nie zadzwonił chociaż powinien, dziewczynka była lekko zdziwiona, wyszła z klasy. Na korytarzu pojawiło się długo pociągnięcie krwią.  Dziewczyna od razu wybiegła ze szkoły, ojciec miał po nią przyjechać o 13, a była dopiero 8:30. Hania postanowiła wracać przez polankę,  która prowadziła prosto do jej domu. Szła, szła i bardzo długo jej to zajęło zanim doszła do domu. Mama siedziała w kuchni popijając kawę, a tata chyba był w pracy.
- Mamo! (rozpłakała się Hania)
Mama siedziała w milczeniu.
- Mamo! Już nigdy nie pójdę do szkoły, nikogo w niej nie było a na korytarzu była krew.
Matka nadal trwała w milczeniu .
Hania podeszła bliżej i to co zobaczyła przeraziło ją, matka miała twarz kosmity.
Hania odeszła o krok, matka do niej podeszła pogłaskała i wyjęła Hani serce którym sama się pożywiła. 


P.S. Przepraszam za nieobecność na blogu, ale miałam urwanie głowy z nauką. Po za tym zablokowali mi konto i musiałam czekać. Pozdrawiam. 

sobota, 30 marca 2013

Rozmowa o zmarłej babci.

Trójka bliźniaczek - Ania, Marta i Kasia postanowiły porozmawiać o zmarłej babci. Twierdziły, że zwyczajna rozmowa w niczym im nie zaszkodzi. Dyskusja wydawała się normalna. Wspominały dobre chwile z babcią, przeglądały zdjęcia. Ale skoro były dobre chwile, to złe też muszą być. Ania zaczęła mówić w samych negatywach o zmarłej babci. W ten samej chwili Marta zaczęła wydawać dziwne, nieludzkie odgłosy. Po chwili ustało. Ania pozwoliła sobie na ciąg dalszy wypowiedzi. Tym razem Marta zaczęła zachowywać się dziwnie nie na żarty. Do nieludzkich odgłosów dołączył gniew i nienawiść. Dziewczynka nieświadomie niszczyła wszystko co było w pobliżu. Przerażona Ania i Kasia uciekły z miejsca zdarzenia. Następnego dnia dowiedziały się, że zwłoki Marty były zmasakrowane w pobliskim lesie. Głowa, ręce i nogi osobno, do tego żadnych śladów mordercy. Dziewczynki były w szoku. Dokładnie po upływie tygodnia Kasia zginęła z niewiadomych przyczyn. Na jej ciele nie było żadnych śladów, była całkowicie zdrowa. 
Po upływie tygodnia Anie zaczęły męczyć senne koszmary. Pewnego razu przyśniła się jej biała postać, która powiedziała "idź na poddasze domu i zajrzyj to czerwonej skrzyni". Dziewczynka po przebudzeniu myślała, że to zwykły sen, jednak ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła więc dowiedzieć się, co znajduje się w rzekomej skrzyni. Gdy była na miejscu, powoli otworzyła klapkę od skrzyni i zajrzała do środka. Była w niej stara kartka pod kupą kurzu i brudu. Ania nerwowo otworzyła kartkę, na której było napisane "i na ciebie przyszedł czas, to koniec". Przestraszona młoda kobieta zaczęła uciekać, jednak coś ją zatrzymywało. Jej nogi były przyklejone do podłogi. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wypowiedzieć ani jednego słowa. Nagle zza skrzyni wyłoniła się postać pięknej młodej kobiety ubranej na czarno. Podeszła do Ani, uśmiechnęła się i wbiła jej nóż w serce. Tak skończyła się rozmowa trzech bliźniaczek o zmarłej babci.

czwartek, 28 marca 2013

"Kochanie, mamy trupa pod łóżkiem!"

Pewne małżeństwo w podeszłym już wieku postanowiło urządzić sobie atrakcyjne wakacje - czas, który będą już pamiętać do końca życia. I rzeczywiście owe wakacje pewnie zapadły im w pamięć, gdyż w pokoju hotelowym, w którym się zatrzymali unosił się potworny odór. Zaniepokojeni staruszkowie rozpoczęli poszukiwania źródła owego nieprzyjemnego zapachu i po chwili znaleźli… Trupa leżącego pod ich łóżkiem.
Przypis: Legenda mówiąca o znajdywaniu w pokojach martwych ciał oparta jest na faktach autentycznych a jej powstanie datuje się 1991 roku. Posiada kilka wersji, zazwyczaj zbliżonych do tej przytoczonej. Trupy znajdywane są w małych pokoikach nieznanych hoteli bądź moteli, a ludzi którzy dokonują przerażającego odkrycia są bogu ducha winnymi turystami, nie mającymi żadnego związku z ofiarą. Udokumentowany przypadek takiej legendy miał miejsce w 2003 roku – 10 sierpnia w Motelu Capri (niedaleko Kansas City) pewien mężczyzna zaczął uskarżać się na okropny fetor w swym mieszkaniu. Zarządca motelu stwierdził, że nic nie mogą zrobić z owym przykrym zapachem i mężczyzna zmuszony był przespać w pokoju 3 noce, zanim sam postanowił rozprawić się z nieprzyjemnych zapachem - podczas poszukiwań podniósł materac na swym łóżku i znalazł w środku trupa w zaawansowanym stadium rozkładu.
Inny przypadek miał miejsce 10 czerwca 1999 roku, kiedy to w pokoju 112 Burgundy Motor Inn w Atlantic City znaleziono pod łóżkiem zwłoki 64 - letniej kobiety, po tym jak niemieckie małżeństwo zgłosiło nieprzyjemny zapach w pokoju po nocy spędzonej nad zwłokami staruszki.
Dziesięć lata wcześniej w Virginii również miał miejsce bardzo ciekawy przypadek. Morderca Jerry Lee Dunbar w podobny sposób próbował się pozbyć ciał dwóch swych ofiar - 27-letniej Deirdre Smith i 29-letniej Marilyn Graham. Pierwsza z nich została odkryta pod podłogą motelowego hotelu w maju 89 roku, zwłoki drugiej ukryte były w pod motelowym łóżkiem w innej części stanu. W przypadku pani Smith, morderca początkowo przez dwa dni przetrzymywał jej zwłoki pod łóżkiem, by następnie ukryć je pod podłogą swego pokoju. Żeby policja zbyt szybko nie wpadła na trop (ostatecznie przemyślał fakt, że goście mieszkający w tym pokoju mogą odkryć ciało) sam postanowił spędzić w nim blisko miesiąc, dusząc się w fetorze gnijących zwłok! Na jego nieszczęście zapach był tak mocny, że goście z sąsiednich pokojów też mieli dość nieprzyjemnego zapachu i zawiadomiły władze motelu.

Uważaj na pył!

Pięcioletni chłopczyk spacerował sobie spokojnie ulicą, gdy nagle poczuł pieczenie w swym oku. Myśląc, że to zwykłe drobinki piasku zaczął pocierać oko, by usunąć z niego ziarenka. Niestety oko w dalszym ciągu bardzo go swędziało i całe się zaczerwieniło. Widząc to matka chłopca niezwłocznie udała się do apteki po odpowiednie kropelki. Kiedy i te nie pomagały, postanowiła zabrać dziecko do lekarza, który… nakazał natychmiastową operację sądząc, że może być to niebezpieczny torbiel. Jednakże w trakcie operacji odkrył z przerażeniem, że w oku chłopca… zagnieździła się larwa! To co wydawało się ziarenkiem piasku było w rzeczywistości jajkiem muchówki, z którego w oku chłopca rozwinęła się pokaźna larwa.

Co dusi pieska?

Pewnej nocy, mieszkającą samotnie kobietę zbudził jej wierny towarzysz - pies rasy doberman. Kobieta szybko zerwała się z łóżka i pobiegła zobaczyć co się dzieje. Gdy dotarła do psa, ten najzwyczajniej w świecie się …dusił. Przerażona, że jej pupilek z trudem łapie powietrze, natychmiast ubrała się i zawiozła dobermana do pobliskiego weterynarza. Ten na wpół jeszcze zaspany, na wpół rozdrażniony, że przerywa się jego sen, postanowił rzucić okiem na psa. Po ogólnych oględzinach przyznał, że nie jest do końca pewny przyczyny problemów z oddychaniem jej pupila, lecz stwierdził, że musi szybko interweniować, bo w przeciwnym razie pies niedługo się udusi. Nakazał kobiecie powrót do domu mówiąc, iż sam da sobie radę - musi jedynie przeprowadzić mały zabieg - a rano będzie mogła odebrać swojego pieska całego i zdrowego. Nieco uspokojona właścicielka opuściła dom weterynarza, wsiadła do samochodu i udała się w stronę swojego domu. Ledwie otworzyła drzwi, gdy dobiegł ją głośny dźwięk telefonu. Zdziwiona, kto może do niej dzwonić o tej porze, podniosła słuchawkę. „Proszę natychmiast uciekać z domu i wezwać policję! - usłyszała głos weterynarza - pani pies dusił się, gdyż w jego gardle utknęły odgryzione 3 męskie palce!”. Przerażona kobieta zrobiła tak, jak nakazał jej weterynarz i już po 10 minutach w jej domu zjawili się policjanci. W łazience znaleźli oni zakrwawionego seryjnego mordercę z odgryzionymi trzema palcami, którego poszukiwali już od kilku miesięcy.

Wino

Kilka lat temu, pewna rodzina wprowadziła się do starego, wiktoriańskiego domostwa, które kupiła po zniżkowej cenie. Już pierwszego dnia ochoczo zabrali się do rozpakowywania dopiero co przywiezionych mebli i sprzętów, które zabrali z poprzedniego mieszkania. Ponieważ nie zdążyli uporać się z tym przed zmrokiem, postanowili nie rozpakowane jeszcze rzeczy schować do piwnicy. Podczas znoszenia pakunków zauważyli, że w rogu pomieszczenia znajduje się skrzętnie ustawiony rząd drewnianych, solidnych beczek na wino. „Doskonale! - ucieszyła się żona - Będziemy mogli je przeciąć na pół i posadzić w nich drzewka brzoskwiniowe!”. Mąż również ochoczo przystał na tę propozycję, toteż już następnego dnia zabrali się do pracy. Nie była ona wcale lekka, gdyż solidnie wykonane beczki nie dały się łatwo rozpołowić. Pracował w pocie czoła, aż doszedł do ostatniej. „Hej! Ona jest pełna!- zawołał do małżonki- będziemy mieli co sączyć przy kominku!”. Problem w tym, jak otworzyć taką beczkę bez uszkodzenia jej i wylania zawartości? „Chodźmy do baru, tam na pewno nam doradzą” zasugerowała żona i tak też zrobili. W barze otrzymali specjalny sprzęt - należało jedynie zrobić mały otwór w beczce i zamontować odpowiednie kureczek do nalewania. Gdy przewiercali beczkę doszedł ich upojny zapach starego wina. Szybko zamontowali sprzęt, skosztowali trunku, po czym zgodnie stwierdzili, że jest on wyborny. Delektowali się nim przez całą zimę, aż w końcu kurek całkowicie się osuszył. Para była mocna zdziwiona, że wino skończyło się tak szybko - mieli wszak całą beczkę! Zrozumieli to dopiero, gdy rozcięli beczkę na pół, znajdując w niej dobrze zakonserwowane, pocięte w kawałki zwłoki mężczyzny, które wypełniały większą część antału...

Złota moneta

Pewna dziewczyna chciała dostać się do elitarnego bractwa na jednej z uczelni. Członkowie klubu obiecali jej przyjęcie, jeśli wykona pewne zadanie, które przedstawią jej dopiero we właściwym momencie. Pewnej nocy do okna dziewczyny zapukała jedna z koleżanek, która należała już do bractwa. „ubieraj się i idziemy! Dziś twoja kolej na dołączenie do klubu!” szepnęła. Dziewczyna szybko wrzuciła na siebie ubrania i cichutko wyślizgnęła się z akademika. Samochód już czekał na nią pod bramą. „Dokąd jedziemy?” spytała wsiadając. „Dowiesz się tego we właściwym czasie” brzmiała odpowiedź. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźli się przed bramą cmentarza. „Dwa dni temu zmarła w mieście jakaś kobieta. Jej ciało leży w kaplicy, pośrodku tego cmentarza. Wprawdzie trumna była zamknięta, ale nie ma takich rzeczy z którymi nie umieli byśmy sobie poradzić- teraz już jest otwarta. Słuchaj uważnie- na czole denatki położyliśmy złotą monetę, wystarczy że wejdziesz do kaplicy, zabierzesz jej pieniążka i wrócisz tutaj. My będziemy czekać dokładnie w tym miejscu”. Dziewczyna była przerażona, lecz chęć dołączenia do bractwa wzięła górę i już po chwili przestąpiła bramę cmentarza. Im dalej zagłębiała się wśród grobów tym okolica wydawała się bardziej upiorna. Szum wiatru, pohukiwanie sów i pomniki, które w blasku księżyca wyglądały niczym potworne karykatury napawały ją lękiem. Jednakże starała się panować nad swymi emocjami i już po kilkunastu minutach stała u wrót kaplicy. Pchnęła je i drzwi ustąpiły z głośnym zgrzytem. Rozdygotana weszła do środka i zobaczyła otwartą trumnę, a w niej ubraną na czarno zmarłą. Jej twarz była potwornie blada, a ręce złożone na piersiach przypominały szpony. Lecz najważniejsze było jej czoło, bowiem to na nim spoczywała mała, złota moneta. Dziewczyna wyciągnęła drżącą rękę…podniosła monetę…i zaczęła co sił w nogach uciekać do wyjścia. Jej nerwy były krańcowo napięte. Biegła na oślep pomiędzy grobami, co chwila się potykając i marząc, by znaleźć się już w bezpiecznym wnętrzu samochodu, pośród swych znajomych. Nagle poczuła że coś chwyta ją za kurtkę…przed oczyma dziewczyny od razu stanęła twarz kobiety w trumnie i jej szponiaste dłonie. Jednakże obraz nie pozostał zbyt długo - dziewczyna o słabych nerwach zmarła na atak serca. Rano przyjaciele znaleźli ją martwą z szeroko otwartymi ustami i krzykiem, który zamarł jej na ustach. Kaptur jej kurtki zaczepiony był o skrzydło marmurowego posągu anioła…