Pewnego ciężkiego dnia podczas przerwy obiadowej jeden z pracowników
postanowił wstąpić do przydrożnej restauracji typu Fast Food. Już sam
wystrój pomieszczenia nie przypadł mu do gustu- obskurne ściany z
pozrywanymi tapetami, poplamione stoły…Lecz żołądek domagał się
stanowczo porcji jedzenia, toteż zmysł estetyki naszego bohatera
skapitulował bez walki. Mężczyzna zasiadł przy jednym ze stolików, wziął
do ręki menu, rzucił na nie wzrokiem i zamówił porcję frytek z
ketchupem. Jedzenie nie było najwyższej jakości, ale ważne że było w
ogóle. Toteż mężczyzna nie narzekając zjadł całą porcję i wrócił do
pracy. Mijały kolejne dni i wkrótce nadeszły przymusowe badania
pracowników. Mężczyzna udał się na nie ze spokojem, gdyż od zawsze był
przykładem końskiego zdrowia. Tym większe było jego przerażenie gdy
lekarz zakomunikował mu, iż… jest on zarażony wirusem HIV. Nasz bohater
stwierdził, iż to praktycznie niemożliwe, gdyż w ostatnim czasie nie
odbywał stosunków seksualnych, a już z pewnością nie mieszał swej krwi z
krwią osoby zarażonej! Na to lekarz poinformował go, że nie jest
pierwszym takim przypadkiem niewyjaśnionego zakażenia, a policja już
bada gdzie mogło dojść do nieoczekiwanego zakażenia dużej grupy osób.
Kilka tygodni później, bohater już na łożu śmierci przeczytał w gazecie,
że ujęto chorego psychicznie pracownika pobliskiego fast food’u który
był nosicielem wirusa HIV. Udowodniono mu, iż mieszał swoją krew z
ketchupem serwowanym gościom do frytek…